RSS
czwartek, 04 lutego 2010
"Nie przypominam sobie skarpetek w takim kolorze."

Nazwijmy to chrztem bojowym. Robię pranie w Equusowo-Michałowym domostwie od jakiegoś pół roku. Dziś po raz pierwszy się pomyliłem i wszystko z prania wyszło trochę bardziej... czerwone... niż wcześniej. ;)

wtorek, 02 lutego 2010
Klocki Lego.

Pamiętacie, jak się plułem nt. cen programów Microsoftu w Polsce i za granicą? Ewidentnie producent Lego również myśli, że Polska jest bogatsza od reszty świata. Dla przykładu - zestaw "karuzela" z serii dla dorosłych - polska cena: 1200 zł, brytyjska cena: 180 funtów (ok. 820 zł). Fajnie, nie?

Link: http://shop.lego.com/Product/Default.aspx?p=10196

PS. Trudno mi uwierzyć, żeby taka różnica w cenie była li tylko i wyłącznie kwestią podatków - chociaż w sumie to się nie znam.

Jak Wam się podoba?

Jak Wam się podoba "Acapella", pierwszy singiel zapowiadający nową płytę Kelis? Do posłuchania (i od paru dni kupienia) na www.iamkelis.com.

A jak Wam się podoba obecny image (bleh, nie lubię tego słowa) Kelis? Zdjęcie z końca stycznia.

 

Kelis

 

Jak dla mnie kobita wymiata. :) Od paru miesięcy poczytuję sobie czasami jej Twittera - jej problemy są taaaaakie słodkie. ;)

sobota, 30 stycznia 2010
Blablabla.

Heh, poczytałem sobie chwilę swojego bloga, którego pisałem po angielsku 6 lat temu (czyli już będąc na studiach, sic!) i jestem w totalnym szoku, jakim beznadziejnym angielskim się posługiwałem - aż wstyd. :D

A teraz idę oglądać "Krórolwe Krzyku". ;D

czwartek, 28 stycznia 2010
Teh listen of teh morning.

http://www.youtube.com/watch?v=WGooQ8yYC0c

 

(nie da się zaembedować)

środa, 27 stycznia 2010
Jak by to powiedzieć...

Za dwa miesiące minie rok, jak nie przechodzi mi kaszel. Dziś znowu wydałem kasę na badania, 120 PLN poszło na próbę wykrycia jakichś wrednych wirusobakterii, które będą musiały się w warunkach laboratoryjnych rozwijać przez 14 dni, zanim mi powiedzą, czy te wirusobakterie w mojej krwi są czy też niet.

Nie spodziewałem się, że nadejdzie dzień, w którym teperaturę -11 uznam za "ciepło".

Pisałem już o tym, że wszystko się zmienia i tego, co było, już nie ma i nie będzie i jak się nie będzie łapać szybko rzeczy, które chce się złapać, to jutro ich może nie być? Jak np. lata 90. Nie ma już lat 90. Tak, wiem, już dawno ich nie ma. Ale teraz za to ich w ogóle nie ma. Tja...

Mam coraz większe wrażenie, że pisanie dalej tego bloga mija się z celem i coś muszę (chcę) z tym zrobić.

poniedziałek, 25 stycznia 2010
Fejsbuk-srejsbuk.

Serio, serio - FB zaczyna mnie przerażać. Jest wszędobylskie. Wszyscy piszą na FB, wszyscy są na FB, wrzucają fotki, statusy, tagują się - ludzie masowo, w pełni świadomie pozbawiają się prywatności poprzez FB. Jeśli o mnie chodzi - przestałem tam dodawać treści, natomiast zacząłem je powolutku usuwać. Nie do końca potrafię powiedzieć, o co chodzi (może o te różnie niekoniecznie radujące doniesienia o tym, że pan Z., założyciel FB, jest coraz święciej przekonany o tym, że ma prawo dyktować całemu światu kierunek, w jakim mają podążać, nazwijmy to, standardy zachowywania prywatności). Przeraża mnie to, że FB jak chce, może mnie łatwo odciąć, ale nie usunie moich treści. Przeraża mnie, że z dnia na dzień tona opcji przełączyła się z "private" w tryb "public", a stało się to tak nagle, że trudno było to w ogóle zauważyć. Coś jest z FB nie tak i mi się to nie podoba. Ciekawi mnie, co sobie myślą te wszystkie osoby, które zostawiają tam dosłownie tony informacji o sobie - że to tylko znajomi mogą oglądać? Pfff, wolne żarty. No cóż, jak sobie ludzie chcą. Ja się powoli wycofuję z tej gry, bo mam bardzo silne przeczucie, że nic dobrego z niej nie wyjdzie. Już teraz pracodawcy oglądają FB zanim przyjmą kogoś do pracy - i nikt im tego nie zabroni. Ja tam nie mam ochoty, żeby każdy mógł dowiedzieć się o mnie praktycznie wszystkiego.

piątek, 22 stycznia 2010
Uchomrożonka.

To kompletnie chore, ale czasem pojawia się pokusa odmrożenia sobie na złość uszu i zrobienia czegoś totalnie głupiego po to tylko, żeby pokazać, że mogę, jeśli chcę.

I tak mogę. I oni o tym wiedzą. Bardzo chcieliby mnie ochronić, a najlepiej, gdybym się uczł zawsze na cudzych błędach, nigdy na własnych (popełnianie błędów jest fe). Ale wiecie co? Ja chcę mieć okazję popełniania własnych błędów. I zorganizuję ją sobie.

Tak naprawdę to właśnie tym ciągłym pilnowaniem mnie doprowadziliście (nie Wy, czytelnicy bloga, tylko oni) do tej sytuacji. Przez to, że zawsze miałem robić tylko dobre i udane rzeczy spowodowaliście, że zrodziła się mnie nieodparta ochota, żeby czasem coś artystycznie spieprzyć - żeby tylko mieć poczucie, że to jest moje działanie, moje własne, autorskie, nienaznaczone cudzymi wpływami.

Dziś znowu pokazałem wam swoją niezależność. Być może w nieco głupi sposób, być może konsekwencje będą takie sobie, ale ważne, że nie zrobiłem czegoś po raz kolejny według oczekiwań, bynajmniej nie swoich własnych. Na tym etapie życia właśnie tego potrzebuję, żeby zyskać poczucie, że stoję na własnych nogach.

środa, 20 stycznia 2010
Two income trap.

http://motherjones.com/politics/2004/11/two-income-trap

Jakkolwiek niezbyt nowy (2004), bardzo ciekawy artykuł o tym, jak niektóre rodziny amerykańskie, w których obydwoje rodziców pracuje, mają spore problemy, żeby płynnie radzić sobie finansowo. Jedna z przyczyn jest taka, że żeby dziecko mogło pójść do sensownej szkoły, trzeba wydać bardzo dużo kasy na dom w odpowiedniej okolicy. Wiadomo, że amerykańskie oczekiwania względem rzeczywistości są trochę inne niż polskie, ale i tak bardzo ciekawe ze względu na to, jak bardzo te sprawy się u nich zmieniły w ciągu ostatnich dekad.

Założenia.

Właściwie to zaczynam dostrzegać... Ok, źle powiedziane - dostrzegam coraz bardziej, od jakiegoś czasu, że ludzie mają zupełnie inne założenia życiowe niż ja. Znaczy się nie wszyscy, część. Wpojono im do głów zupełnie inne rzeczy niż mnie, więc realizują się w zupełnie inny sposób niż ja. Potrzebuję się dalej otwierać, żeby odkryć, jakie właściwie są MOJE założenia, takie zupełnie moje, bez wpływów mojej cudownej rodziny, która jest zarazem bardzo fajna i bardzo niefajna w tym, jak bardzo jest zintegrowana.

Mam dość zimy, oficjalnie.

Znudziło mi się zmuszanie do różnych rzeczy, oficjalnie.

Oficjalnie próbuję czekać aż ktoś mnie ochrzani zamiast ochrzaniać siebie sam na zapas.

Właściwie to jest przerażające, jak wiele jest różnic i inności, których dotychczas nie dostrzegałem, bo byłem za bardzo zamknięty we własnym, ciasnym sposobie myślenia. Kolejny krok jest całkowicie jasny, pytaniem pozostaje, jak i kiedy zechcę go zrealizować, przy jakich ZAŁOŻENIACH.

Wyprowadziłem się z domu prawie 8 miesięcy temu. Dopiero teraz powoli zaczynają ze mnie schodzić różne rzeczy, które mi przez całe życie wmawiano, pośrednio bądź bezpośrednio (siła rzeczy przekazanych niewerbalnie jest ogromna). Zaczynam widzieć, że można INACZEJ. To niesamowite, jak trudno jest zacząć być sobą po 25 latach bycia atakowanym jednym, ciasnym światopoglądem. Mimo, że od lat się przeciwko niemu buntowałem wewnętrznie (raczej słabo zewnętrznie), jestem nim przesiąknięty. A nie chcę być. W środku czuję, od zawsze czułem, coś silnego, co chce wyjść na zewnątrz i pokazać się światu. Coraz bardziej zaczynam to wypuszczać na światło dzienne. Nie jest to łatwe, bo mam bardzo wiele blokad, na różnych poziomach - a przejawiają się wszędzie, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, czy szkolnym.

Jeśli są wśród Was osoby, które czują się w swoim rodzinnym domu przytłoczone, to powiem Wam tylko tyle, że warto coś robić, żeby od tego uciec. Zdecydowanie warto. I tak dużą część tego domu zabierzecie na zewnątrz w sobie, w środku - ale dopiero będąc na zewnątrz można sensownie próbować z tym dyskutować i zacząć podejmować decyzje, co z tego chce się zachować a czego nie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52

Gościu, podpisuj komentarze, to Ci Equus łaskawość swą okaże. ;P


imejl: equus [maupa] equus [kropa] webd [kropa] pl






Forvo